LDLC rewanżuje się za wczorajszą porażkę

Dzisiejsze spotkanie z LDLC pomimo rozgrywania na dwóch identycznych mapach jak wczoraj, diametralnie różniło się od wczorajszej rywalizacji.

Brak kropki nad i

Starcie na Mirage rozpoczęło się od wygrania pistoletówki oraz drugiej rundy przez LDLC . Pierwsza gra na fullu po stronie TT powinna paść łupem VP – Amanek w sytuacji 1vs3 nie powinien mieć większych szans. Niestety dla Polaków, francuski gracz wypunktował swoich rywali i na koniec rundy mógł cieszyć się z wygranego clutch’a.

Przełamanie mogło przyjść w 5 rundzie, ale Virtus.pro ponownie nie potrafiło wykorzystać wypracowanej przez siebie przewagi. Tym razem pomimo gry  5 na 2, virtusi doprowadzili do sytuacji, że na placu boju pozostał jedynie MICHU. Ten co prawda podłożył bombę, ale nie zdołał zdobyć pierwszej rundy dla VP.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą

Przy wyniku 0:6 mieliśmy pauzę spowodowaną problemami technicznymi. Pozostawała nadzieja, że chwila oddechu pozwoli Virtus.pro na poukładanie gry. 

Niedźwiedzie uzbrojone w AK-47 w końcu się przełamały. Zdobyte trzy szybkie eliminacje, zostały  okupione stratą snatchiego oraz morelza, ale  w końcu udało się zdobyć rundę na swoją korzyć. Neo podłożył bombę, natomiast rywale zdecydowali się na wycofanie i zachowanie broni.

Niestety nie był to moment przełomowy dla polskiej drużyny. Może to tym bardziej frustrować, ponieważ Virtus.pro bardzo często zdobywało entry-fragi, by za moment marnować wypracowaną przewagę.

Trzeba również pokreślić, że blisko połowa rund zdobytych przez LDLC kończyła się pozostaniem przy życiu zaledwie 1-2 graczy.  Wynik do przerwy 4:11 nie napawał optymizmem.

Zbyt wiele do zrobienia

Strona CT musiała wyglądać zupełnie inaczej. Runda pistoletowa  na szczęście została zdobyta przez VP. Był to również sygnał do odrabiania strat.

Sił starczyło jednak tylko do wyniku 8:12.  Kolejna oddana runda, która powinna zakończyć się zwycięstwem Virtus.pro wpadła na konto LDLC i sytuacja zrobiła się bardzo ciężka. Gra na eco również się nie powiodła, przez co francuska formacja było już bardzo blisko zwycięstwa na mirage’u.

Wygrany full przy wyniku 8:14 mógł jeszcze przedłużyć nadzieję na szaleńczy pościg. 21 runda nie ułożyła się jednak po myśli fanów niedźwiedzi.

Najpierw wyeliminowani zostali Snatchie i morelz, a chwilę później MICHU oraz Neo. Pozostał sam Pasha. Ten w clutchu dokonał tylko jednej eliminacji i kolejny punkt dla LDLC stał się faktem. Ćwierćfinaliści IEM Chicago niemieli większych problemów, aby zamknąć mecz i spotkanie zakończyło się wynikiem 8:16.

Statystki z mapy Mirage

Statystyki - Virtus.pro vs LDLC
Źródło: hltv.org

Nie patrzeć na innych

Jeżeli VP nie chciało nerwowo patrzeć na inne rezultaty w lidze ECS, musiało zdobyć przynajmniej 3 punkty.  Nuke rozpoczął się od wygranej rundy pistoletowej przez LDLC, ale Virtus.pro odpowiedziało wygrywając rundę force.

Europejski mix zaczął wychodzić na prowadzenie. Co prawda VP odpowiadało częściej w pierwszej fazie spotkani niż na pierwszej mapie, ale finalnie skończyło się jeszcze gorzej niż na pierwszej mapie. LDLC wykorzystywało każdy błąd polskiej drużyny i ponownie zbudowało ogromną przewagę. Wynik po 12:3 po stronie CT dla LDLC był niezwykle korzystny.

Francuzi walczyli do ostatnich sekund rundy pistoletowej o korzystny wynik i ich starania się opłaciły. Przegrana na starcie zwiastowała drugą porażkę Virtus.pro.

Nie tym razem...

Polacy nie chcieli jednak poddawać się bez walki. Wygrane trzy rundy pod rząd pozwoliły na zmniejszenie strat do 6:14. Na tym jednak zapędy VP musiały zostać zatrzymany, ponieważ LDLC w niecałą minutę pozbawiło złudzeń polskich graczy.

Przy wyniku 6:15 Polacy nie byli wstanie grać na pełnym  wyposażeniu i musieli uznać wyższość rywala. 

Mapa Nuke zakończyła się wynikiem 6:16

Statystyki z mapy Nuke

Źródło: hltv.org

Virtus.pro przegrywa z LDLC 0:2 i musi czekać na pozostałe rezultaty. Wtedy wyjaśni się, czy zobaczymy polski zespół w kolejnym siódmym sezonie ligi ECS.

GOLDENFIVE